Blog
Józef Brynkus
Józef Brynkus
Józef Brynkus profesor akademicki, polityk
2 obserwujących 55 notek 104481 odsłon
Józef Brynkus, 19 kwietnia 2017 r.

Dla kogo Polska jest najważniejsza?

606 9 0 A A A

Publicystka „Wprost” Ewa Wanat koniecznie chce występować w roli autorytetu moralnego. Ale wątpliwe, by była nim nawet dla jej czytelników. Co najwyżej jest „autorytetem” w swoim środowisku. Ostatnio ogłosiła, że Polacy – szczególnie ci nowocześni, „zbrzydzeni polskim kołtuństwem i sztywniactwem”, masowo emigrują do Berlina. Bo Berlin, zdaniem samo namaszczającej się guru, to najbardziej kosmopolityczne miasto w Niemczech. Swą pochwałę Berlina i Niemiec publicystka zatytułowała „Polska nie jest najważniejsza”. No cóż, jak dla kogo. Dla niej na pewno nie, a dla mnie tak.

Warto przypomnieć, że był już jeden „myśliciel”, który postawił tezę, iż „polskość to nienormalność”. Z czego wypływały wtedy jego przekonania – niektórzy podejmują się odpowiedzi, że z przeszłości jego rodziny. Dziś ten pseudomyśliciel udowadnia swoim zachowaniem, że nie tylko – w grę wchodzi w jego przypadku także władza i korzyści materialne.

Zdaniem Ewy Wanat obecną przyczyną licznych emigracji Polaków jest sytuacja w Polsce, w której nie da się żyć – nomen omen – normalnie. Bo „Polska się nie uczy (…) nie chce żadnych zmian (…) Że jej dobrze w grajdołku i tam chce zostać. Że boi się świata. (…)”  Autorka ogłasza zatem (zapewne w imieniu grona swoich wyznawców) „nic dziwnego, że jesteśmy nią (Polską – przyp. J. B.) zmęczeni i rozczarowani. Mamy prawo.”

Równocześnie cytuje rzekome wpisy na FB swoich – bardziej lub mniej znajomych, z których jedni w proteście przeciwko rządom PiS wołają „Uciekajcie stąd, kto może” zaś inni oburzają się, że „Superpomysł wyjechać i oddać kraj walkowerem”. No cóż, jak widać, nawet wśród wyznawców prorokini znajdują się tacy, dla których jednak Polska jest ważna. Może nawet najważniejsza? Tych ostatnich spieszę pocieszyć – to nie jest oddanie kraju. Polska nadal jest Wasza. I nasza, wszystkich Polaków. Zaś owa emigracja jest tylko oddaniem resztek władzy, czy pozornego rządu dusz, nieudolnie sprawowanych i niszczących kraj od lat. Toczących Polskę jak rak. Zatem, niechby i walkowerem.

Wspomniane cytaty, zachęty do emigracji, są jednak dla Ewy Wanat przede wszystkim pretekstem do krytyki Polski jako takiej, choć jakichkolwiek poważnych i zasadnych argumentów uzasadniających tę negację próżno w jej tekście szukać. Jej zdaniem „To, gdzie się rodzimy, to ślepy traf”, dlatego nie jest oczywiste, że powinniśmy poświęcać się dla ojczyzny, jako „abstrakcyjnej zbiorowości”. No i poza tym każdy ma prawo przeżyć swoje kilkadziesiąt lat istnienia, jak chce.

Jeżeli jednak nawet miejsce naszego urodzenia jest zdeterminowane, to już wychowanie i edukacja nie. Pobieramy je w określonej wspólnocie i dziedziczymy stosunek do tej wspólnoty od naszych przodków. Ewa Wanat atakuje również i ten element, uważając, że patriotyzm to „choroba”, „płytka egzaltacja” czy „zwyczajna głupota”. Jej zdaniem winę za to ponosi „polskie przekleństwo – Romantyzm. Zresztą Pozytywizm też. Powinni zakazać uczyć tego w szkołach!” Widocznie w niemieckich szkołach niczego nie uczą, a i pewnie nigdzie indziej w kosmopolitycznym świecie też? Oj, biedny i ubogi ten świat Ewy Wanat, bez kulturowego dziedzictwa, bez Goethego i Schillera. Ale przecież nie całkiem. Zdaniem autorki ważna jest bowiem multikulturowość, kojarzona przez nią z „wolnością” i „specyficzną lekkością bytu”.

Jak widać, autorka felietonu kompletnie pomieszała przyczyny ze skutkami oraz poziomy argumentacji. Większego nieuctwa i hucpy, niż ten sposób „myślenia” nie można sobie wyobrazić. Wielokulturowość, jeżeli jest formą przekazu wiedzy o różnych społecznościach, rasach, narodach, jest niewątpliwie doświadczeniem ciekawym. Jednak to właśnie Niemcy ostatnio przekonują się dowodnie, czym jest multikulti bez wyraźnego określenia granic międzykulturowych, bez wskazania na wartości kultury i tradycji własnej. A Francuzi, którzy znacznie wcześniej przed Niemcami uwierzyli w ułudę dobroczynnego oddziaływania zrównania w prawach obywatelskich wielokulturowych społeczności, płacą dzisiaj cenę strachu przed gettami obcych na własnej ziemi i przed terrorem mniejszości.

A Polska? Wcale nie musiała do Europy wchodzić, wbrew twierdzeniom Ewy Wanat, bo geograficznie od zawsze, a politycznie od ponad tysiąclecia stanowi tej Europy istotny element. Czyżby w nowoczesnej szkole już tego nie uczyli? To Polska, zanim Hitler i Stalin wyniszczyli część jej społeczności i spowodowali przesunięcie granic, przez wieki była ostoją i wzorem tolerancji. To dla Polaków wielokulturowość była doświadczeniem codzienności, a nie odkryciem nowoczesnych niedouków. Dlatego właśnie mieszanka owego „polskiego przekleństwa” Romantyzmu i Pozytywizmu każe Polakom przypominać przyczyny powstania Wspólnoty Europejskiej – o czym zapomnieli – zapewne wskutek nieuczenia w szkołach? – Niemcy czy Francuzi, ale także przedstawiciele innych europejskich nacji. Wreszcie, to Polacy, szczególnie ci, dla których Polska pozostaje najważniejsza, szanują tych, którzy za ważniejsze, czy może wygodniejsze, uważają swoje prawo do emigracji. Szanują, w odróżnieniu od tych, którzy usiłują lekceważyć Polaków i spychać ich do zaściankowego narożnika, w którym tylko „kołtuństwo i sztywniactwo”.

Otóż absolutnie nie. Polska jest uśmiechnięta, mimo wyniszczenia ośmioletnimi rządami nowoczesnych i obywatelskich pseudoeuropejczyków i podnosi się z klęczek, przyjmując godną postawę wobec wszelkich Berlinów czy Bruksel, zachowując własną tożsamość wbrew multikulturowemu i politpoprawnemu praniu mózgów. Polacy miłujący ojczyznę także potrafią „opłynąć świat dookoła”, „leżeć pod palmą i czytać Huellebecqa”, kochać, kontemplować zachody (i wschody) słońca, śmiać się do rozpuku a nawet „umierać bez żalu, że można było inaczej”. Bo do tego nie trzeba zapierać się siebie. Ba – tu zmartwię Ewę Wanat – kiedy jest się patriotą i kocha się swoją ojczyznę, tradycję i kulturę, to wszystko przeżywa się jeszcze intensywniej, barwniej i ciekawiej. Co widocznie nie wszystkim jest dane.

Trudno jednak nie zgodzić się z Ewą Wanat, że każdy ma prawo zarówno czuć się rozczarowanym, jak i chcieć przeżyć życie jak chce. Bo przecież w Polsce także nikt nikomu tego nie zabrania. Zwłaszcza, skoro rozczarowani są ci, którzy przez wiele lat zajmowali uprzywilejowaną pozycję kosztem większości społeczeństwa. Wyjeżdżajcie sobie zatem gdzie chcecie, Ewo Wanat et consortes, skoro lepiej Wam w Berlinie, czy gdziekolwiek indziej. Skoro dla Was Polska nie jest najważniejsza – Wasza strata. My będziemy cieszyć się Polską, nowoczesną i uśmiechniętą. Bez której istnienia, bez której wyraźnie podkreślonej tożsamości ani Berlin ani Europa obejść się nie są w stanie. Bo bez Polski nie ma nowoczesnej Europy. Z tego też jesteśmy dumni.

dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP

Fot. Artur Ceyrowski

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

dr hab. prof. UP Kraków Józef Brynkus - wykładowca akademicki, poseł na Sejm RP Ruch Kukiz'15, wybrany z okręgu nr 12 (Małopolska zachodnia). Mój fanpage na FB: https://www.facebook.com/brynkusjozef/

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @HOSTOJA Dokładnie ten sam wojujący ateista...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo